W stulecie odzyskania niepodległości: Żoliborz niepodległy, Żoliborz spółdzielczy

Piątego grudnia 2017 r. z okazji 150. rocznicy urodzin marszałka Józefa Piłsudskiego, na wniosek prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej Andrzeja Dudy, Zgromadzenie Narodowe zainaugurowało obchody stulecia odzyskania Niepodległości przez Polskę w 1918 roku. Wielu spośród tych, którym zawdzięczamy Niepodległość, było mieszkańcami Żoliborza i spółdzielni mieszkaniowych. Niepodległość i spółdzielczość były ze sobą powiązane.

Józef Piłsudski miał także zamieszkać na Żoliborzu, i aktywnie włączyć się w tworzenie Spółdzielni Oficerskiej. Jednak jest związany z naszą dzielnicą przez pewne dramatyczne wydarzenie. I tu chciałbym przypomnieć dwa epizody z życia Marszałka w jakiś sposób dotyczące Żoliborza. Pierwszy jest szczególnie znaczący, był bowiem Piłsudski, od 18 kwietnia do 15 grudnia 1900 roku, więźniem X Pawilonu Cytadeli Warszawskiej. Czym była Cytadela Warszawska – wiadomo. Tam mordowano Polaków. Przyszłego Marszałka aresztowano w konspiracyjnym lokalu, gdzie drukowano pismo Polskiej Partii Socjalistycznej „Robotnik”. Potem przewieziono go do Petersburga, skąd udało mu się zbiec.

Drugie wydarzenie miało miejsce po wygranej wojnie w 1920 roku. To wtedy Piłsudski miał zostać mieszkańcem naszej dzielnicy. Jego dom miał stanąć przy ulicy Czarnieckiego 55. Działka należała do Mieszkaniowego Stowarzyszenia Spółdzielczego Oficerów. Zostało ono powołane w 1921 roku na rozkaz Piłsudskiego, by zaspokoić potrzeby mieszkaniowe kadry oficerskiej. Kolejność otrzymania domu/mieszkania zależała od kolejności zapisu. Marszałek był zapisany pod numerem 265. Nie doczekał jednak budowy domu. Wybrał Sulejówek. Niezabudowana parcela została odebrana Spółdzielni w latach 1947-1950 na mocy tzw. dekretu Bieruta. Do sprawy Spółdzielni jeszcze wrócę.

Domy w miejsce esplanady

Nie można nie wspomnieć o żonie marszałka Aleksandrze, która była osobiście zaangażowana w budowę pobliskiej szkoły Stowarzyszenia Rodzin Wojskowych. To jest także dobry moment, by przypomnieć, że w 1918 roku, kiedy „wybuchła” nasza niepodległość (takie określenie spotyka się w pamiętnikach) tu, gdzie posadowione są teraz domy żoliborskich osiedli, znajdowała się esplanada Cytadeli Warszawskiej (dawniej Aleksandrowskiej). Esplanada to dla przypomnienia, niezabudowana przestrzeń przed fortyfikacjami, dająca doskonałą widoczność i możliwość prowadzenia ostrzału. Przedpola twierdzy sięgały aż do ulicy Powązkowskiej i Potockiej. Na obrzeżach esplanady rozwijała się marna, drewniana zabudowa. To olbrzymie założenie forteczne, mające być policjantem i katem Warszawy, przewyższające swoją powierzchnią sumę obszarów Starego i Nowego Miasta, już przed I Wojną Światową pod względem techniki wojskowej stało się przestarzałe. W 1911 roku nastąpiła jego likwidacja. Już po zajęciu Warszawy przez Niemców i poszerzeniu granic miasta, polscy urbaniści z Koła Architektów (w tym współautorzy przyszłych planów Żoliborza) zaproponowali, by na przedpolu twierdzy wybudować reprezentacyjną dzielnicę mieszkaniową. W jej centrum miały powstać dwa place na przecięciu głównych arterii komunikacyjnych, otoczone domami o niskiej intensywności zabudowy. Plany pozostały tylko na papierze. Między rokiem 1918 a 1921 państwo miało inne problemy. Dopiero gdy tereny te przeszły na własność Skarbu Państwa, rozpoczął się burzliwy wysyp pomysłów. Plan Żoliborza powstał około 1922-23 roku. Jego autorami najprawdopodobniej byli Antoni Jawornicki i Józef Jankowski. Korygował go zaś Roman Feliński, pracujący w Wydziale VIII Departamentu Budowlanego Ministerstwa Robót Publicznych. Planując dzielnicę, zakładano bardzo luźną zabudowę. Całość miała nawiązywać do historycznych placów „gwiaździstych”, dzieląc teren pomiędzy Potocką i Stołeczną na siedem dużych fragmentów. W biegu drogi fortecznej wytyczono ulicę Zajączka oraz częściowo Mickiewicza i Marymoncką (dziś Słowackiego). Główna aleja o szerokości 80 metrów miała powstać na osi głównego placu Cytadeli. Planowano niską zabudowę. Na przecięciu alei Gwardii (dziś Wojska Polskiego) i nowej ulicy północ-południe zabudowa powstałego eliptycznego, rozległego placu, miała być wysoka. Zaprojektowano w formie uzupełnienia półkolisty plac Grunwaldzki. Planowano też miejsce pamięci Czynu Niepodległościowego. W sposób monumentalny ukształtowana przestrzeń miała wieńczyć oś widokową między placem Grunwaldzkim a Cytadelą oraz wachlarzowato odchodzącymi ulicami. Przewidywano stworzenie dzielnicy o charakterze podmiejskiej kolonii nawiązującej do kompozycji przestrzennych „miast-ogrodów”.

Tanie kredyty publiczne

Plany te powstawały, gdy spustoszeniu uległa znaczna część ziem polskich – Rosjanie i Niemcy wywieźli wiele fabryk. Mimo zamarcia ruchu budowlanego ogromne wyludnienie Warszawy w okresie wojny (ubytek 250 tys. ludzi) spowodowało przejściowe rozładowanie głodu mieszkaniowego. Ogólne zubożenie ludności przyczyniło się do masowej niewypłacalności lokatorów, pociągającej za sobą liczne eksmisje. W tym czasie (1919) państwo nie było w stanie udzielić większej pomocy budownictwu mieszkaniowemu. Początkowo finansowano budowę mieszkań większych przeznaczonych dla ludności lepiej sytuowanej. Dopiero po reformie walutowej 1925 roku Towarzystwo Kredytowe reaktywowało swoją działalność. Ruch budowlany mógł rozwinąć się jedynie opierając się na tanich kredytach publicznych. Poważniejsze kredyty uruchomiono dopiero w drugiej połowie lat dwudziestych. Kredytami państwowymi dysponował Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK
– utworzony w 1924 r.). Były one drogie, lecz nieporównanie tańsze od innych. W latach 1925-1928 przyznano spółdzielniom od 1/2 do 2/3 całości kredytów. Osoby prywatne otrzymywały od 1/3 do 1/5, a instytucje publiczne z gminą miasta st. Warszawy od 1/6 do 1/7 całości kwot.

W latach 1925 do 1938 pożyczki w Warszawie wyniosły 270 mln zł, tj. więcej niż 1/3 ogółu kwot wypłaconych w tym czasie na budownictwo mieszkaniowe w miastach i osiedlach w całym kraju.

Dominowała spółdzielczość własnościowa. Spółdzielczość lokatorską reprezentowało zaledwie kilka spółdzielni, w tym WSM. W początkach lat dwudziestych z przedmieść w Warszawie rozbudowuje się głównie Żoliborz – pierwszy większy obszar peryferyjnego budownictwa mieszkaniowego finansowanego z funduszów państwowych, oraz Mokotów.

Po stworzeniu planu, rozpoczęły się pierwsze inwestycje mieszkaniowe. W lipcu 1922 r. wspomniane już Mieszkaniowo-Budowlane Stowarzyszenie Spółdzielcze Oficerów rozpoczęło budowę pierwszego z domów (Czarnieckiego 11-17) przyszłego osiedla – kolonię mieszkaniową wyższych oficerów Wojska Polskiego. Spółdzielnia zrzeszała kilkuset członków, w 1924 na liście było 33 generałów. Mieszkali tam między innymi generałowie: Władysław Anders, Władysław Bortnowski (ul. Forteczna), Stefan Grot-Rowecki (ul. Śmiała 16), Józef Haller (ul. Kaniowska 1), Marian Kukiel (Śmiała 29), Stanisław Sosabowski (ul. Haukego-Bosaka 11) i Lucjan Żeligowski. Skrzyżowanie ulic Mierosławskiego i Śmiałej nosi nieoficjalnie nazwę „Plac Czterech Generałów”. Narożne wille zajmowali bowiem generałowie: Dąbkowski, Czikiel, Górecki i Kuliński.

Stowarzyszenie uzyskało aż 32 ha gruntów między ulicami Krasińskiego, Pogonowskiego i Zajączka, z czego aż 22 przekazano na zagospodarowanie placów, ulic i skwerów. Na pozostałym terenie do 1925 roku powstało przeszło 140 domów, wraz z kamienicą wielorodzinną przy ulicy Mickiewicza 20. Cała dzielnica domów willowych – bliźniaków oraz domów szeregowych – powstała w stylu dworkowym. Parterowe i piętrowe domy posadowione były wśród rozległych ogrodów. Jest to znakomite miejsce na wycieczkę.

Autorami całych grup budynków byli uznani twórcy: Rudolf Świerczyński, Romuald Gutt oraz Kazimierz Tołłoczko. Park Żeromskiego został założony dzięki temu, że Mieszkaniowe Stowarzyszenie Spółdzielcze Oficerów podarowało lokalnej społeczności na ten cel teren, którego nie wykorzystano pod zabudowę. Piękny gest.

Poligon doświadczalny

W latach 1922-23 powstały nieduże kolonie domków szeregowych przeznaczonych dla urzędników magistratu, o zabudowie szeregowej przy Brodzińskiego, Wieniawskiego (d. Tołwińskiego) oraz Wyspiańskiego. Mimo obowiązujących ustaw o rozbudowie miast oraz spółdzielniach budowlano-mieszkaniowych kryzys ekonomiczny pierwszej połowy lat dwudziestych ograniczył inicjatywy inwestorskie na Żoliborzu. Od roku 1925 nastąpiło ponowne ożywienie ruchu budowlanego. Dzielnica stawała się swoistym „poligonem doświadczalnym” architektury wielorodzinnej. Ponieważ były to grunty należące do magistratu, nie podlegały spekulacji. Znajdowały się też blisko centrum Warszawy. Spółdzielnie funkcjonujące dzięki kredytom bankowym mogły liczyć na przydziały parcel od miasta zobowiązanego ustawowo do popierania budownictwa spółdzielczego. Wśród nich należy na marginesie wymienić „Zimowe Leże” (Słowackiego), „Akord” (Krasińskiego 12). Domy tych dwóch spółdzielni były utrzymane w stylistyce dworkowej. W latach 1927-28 powstały projekty nawiązujące do stylistyki europejskiej. Jedną z pierwszych była spółdzielnia „Dziennikarska”. Zespół składał się z trzypiętrowego domu frontowego oraz tuzina domów bliźniaków, sytuowanych przy Tucholskiej, Dziennikarskiej i Dygasińskiego. Sławnym mieszkańcem był Melchior Wańkowicz (Dziennikarska 3 – dziś nie istnieje). Mieszkali na tym osiedlu także inni wybitni publicyści: Adam Wrzos i Henryk Fajans. Osiedle według projektu Kazimierza Tołłoczki powstało w oparciu o funkcjonalistyczne bryły domków z płaskimi dachami, pozbawionymi jakichkolwiek dekoracji. Przy Tucholskiej tworzą zespoloną fasadę uliczną o powtarzalnych rytmach okien, zaś przy sąsiednich ulicach stoi pięć ocalałych obiektów o mocno artykułowanej geometrii brył oraz otworów okiennych.

Rozwój modernizmu kojarzony jest jednak z Warszawską Spółdzielnią Mieszkaniową. Założona została w 1921 r. przez działaczy lewicy, w tym PPS. Celem jej działalności była masowa budowa mieszkań przeznaczonych dla robotników i niżej uposażonych urzędników. Po ukończeniu I Kolonii według projektu Brunona Zborowskiego Spółdzielnia uzyskała przydział terenu w trójkącie ulicy Słowackiego i Krasińskiego. Rozpoczęto realizację idei „jednostki sąsiedzkiej” według tego samego projektanta: kameralnego osiedla dla ok. 6 tys. mieszkańców, posiadającego własne zaplecze usługowe, edukacyjne, obiekty sanitarne – dostępne dla mieszkańców. Osiedle złożone z kilku kolonii sąsiedzkich stanowić miało dobro wspólne lokatorów. Mieli oni dostęp do skwerów, przedszkola, ogrodu warzywnego, biblioteki i klubów towarzyskich. Byli jednocześnie odpowiedzialni za utrzymanie czystości podwórek i domów. Stanowili dużą zorganizowaną wspólnotę, nieprzypadkowo nazywaną „republiką żoliborską”. O budowie osiedli WSM wielokrotnie pisano w „Życiu WSM”, dlatego w tym miejscu ograniczę się do wymienienia projektantów, którzy pchnęli budownictwo Spółdzielni w kierunku funkcjonalizmu, a mianowicie Stanisława i Barbarę Brukalskich (projekty III, IV i V kolonii). Ciekawa jest realizacja tzw. „kolonii gospodarczej” nr VI przez Brunona Zborowskiego. Stojące przy Suzina budynki mieściły łaźnie, pralnie, suszarnie, łazienki oraz kotłownię osiedlową. Wielki kryzys 1929 roku spowodował spowolnienie prac, ale nie ich zatrzymanie.

Żoliborz – znak talentu architektów i urbanistów

24 budynki mieszkalne zawierające 1676 mieszkań (3132 izby), wybudowane do wybuchu wojny na Żoliborzu i Rakowcu, to zaledwie 1,4% ogólnego przyrostu izb w Warszawie, 0,5% ogółu zasobów mieszkaniowych. Mieszkania liczące od 1,5 do 2,5 izb stanowiły 83-86% całego ówczesnego budownictwa WSM. Większe mieszkania były niedostępne dla klasy robotniczej. Z drugiej strony należy pamiętać, iż im mniejszy metraż oferowanych mieszkań, tym większa korzyść dla oferującego. Mimo niewielkich rozmiarów miały wysoki standard i bogate wyposażenie w podstawowe instalacje gospodarczo-sanitarne.

Nie można nie wymienić przy okazji wielkiego wizjonera mieszkalnictwa Teodora Toeplitza, działaczy WSM… nie wspomnę jednak ich nazwisk, gdyż byli, jak się wydaje, zupełnie innymi ludźmi w 1918 i w 1945 roku. Ale to się może tylko tak wydaje!

Niech mi wolno zakończyć słowami Krzysztofa Piesiewicza, cytuję „Żoliborz jest miejscem szczególnym. Jest pomnikiem II Rzeczypospolitej i niejako obrazem tego, jak mogłaby wyglądać Warszawa, gdyby nie druga II wojna światowa. Jest znakiem talentów polskich architektów i urbanistów. Żoliborz to ludzie i tradycja. Tutaj myślenie w kategoriach dobra wspólnego jest bardzo silne. Społecznikostwo wywodzące się wprost z pokoleń wychowanych na przedwojennych wartościach”.

I oby tak było przez następne sto lat!

Władysław Głowala

 

Artykuł ukazał się w numerze 5/2018 Życia WSM