Nasze architektki: Maria Piechotka

„Obyś żył w ciekawych czasach” – dla jednych to tylko przysłowie, a dla innych klątwa. Pani Marii Piechotce, jak i całemu jej pokoleniu, przyszło żyć w okresie burzliwych przemian, kiedy wszystko, co cenne, w tym własne życie, musieli postawić na szali, walcząc z wrogiem. I nie wahali się tego uczynić. A potem była ciężka, tytaniczna praca nad odbudową zniszczeń i przywracaniem normalności w kraju, okupiona wieloma wyrzeczeniami. Przypomnijmy losy jednej z architektek Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, która zaprojektowała wiele budynków w dzielnicy Bielany. Maria Piechotka zmarła w zeszłym roku, w wieku 100 lat.

Stolica 1954rMaria Huber, po mężu Piechotka, urodziła się w Krakowie 12 lipca 1920 roku. Jej rodzina pochodziła z Tarnowa, tam też przyszła architektka spędziła dzieciństwo. W 1938 r., po zdaniu egzaminów, rozpoczęła naukę na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej. Wakacje w 1939 r. studenci I roku spędzili na Podhalu w Orawie, gdzie przeprowadzali pomiary przy inwentaryzacji zabytków. Instruktorem na tym obozie był Kazimierz Piechotka. Ich znajomość pogłębiła się w czasie okupacji, kiedy to oboje uczęszczali na tajne komplety. Maria mieszkała w Krakowie i co miesiąc przyjeżdżała do Warszawy na zaliczenia, egzaminy, kolokwia. Na kilka dni przed wybuchem powstania przeprowadziła się do Warszawy. Ponad miesiąc później, w dniu 30 sierpnia, Maria i Kazimierz wzięli ślub. Po upadku powstania obydwoje trafili do obozu jenieckiego, a po zakończonej wojnie wrócili do kraju jednym z pierwszych transportów. Pani Maria rozpoczęła pracę w Państwowej Pracowni Konserwacji Zabytków, kontynuując studia. Ukończyła je w 1948.

W tym samym roku wraz z mężem założyła własną, autorską pracownię architektoniczną, która przetrwała wiele dziesięcioleci, mimo iż na pewien czas państwo zlikwidowało spółdzielczy i prywatny rynek projektowy. Jedynie państwowe pracownie mogły projektować nowe, socjalistyczne w swojej formie i treści osiedla. Dlatego Piechotkowie zatrudnili się w Miastoprojekcie Stolica Północ, gdzie kierowali własną pracownią. Pierwsze zlecenie zadecydowało o ich dalszej drodze zawodowej.

„Piechotkowo” – najbardziej udany zespół mieszkaniowy lat pięćdziesiątych

W 1950 r. rząd podjął decyzję o budowie dużego zakładu metalurgicznego na Bielanach. Dla przyszłej załogi potrzebne były mieszkania. Dlatego Stołeczna Dyrekcja Budowy Osiedli Robotniczych, będąca inwestorem na Bielanach, w 1951 r. zleciła projekt i budowę osiedla. Otrzymała je pracownia kierowana przez małżeństwo Piechotków. Budowę osiedla, określanego później jako Bielany I, rozpoczęto w 1952 r. – w czasie, kiedy w budownictwie obowiązywała doktryna socrealizmu. W 2008 r. p. Maria tak wspominała tamten czas: Nie zajmowaliśmy się już wówczas projektowaniem obiektów o znaczeniu prestiżowym dla ustroju. Mimo to w projektach zabudowy wzdłuż głównych ulic Bielan: Alei Zjednoczenia i Kasprowicza musieliśmy się częściowo do jego zasad dostosować. Inaczej po prostu projekty nie zostałyby zatwierdzone. Staraliśmy się stosować formy możliwie proste, o niewielkiej skali, nawiązujące do warszawskiego klasycyzmu. Nasze rozwiązania zostały przez władze zatwierdzające uznane za „skromne, ale na Bielanach, ze względu na ich peryferyjne usytuowanie, dopuszczalne”.

Podczas budowy osiedla po raz pierwszy wprowadzono prefabrykowane elementy. Były to stropy, gotowe schody w klatkach schodowych, obramowania okien, gzymsy. Mury nadal budowane były z cegły. Nieotynkowne domy przez wiele lat lśniły w słońcu czerwienią cegieł.

W 1955 r. rozpoczęła się realizacja tzw. „bloku VI” w rejonie dzisiejszej ul. Skalbmierskiej. Został on uznany za najbardziej udany i reprezentacyjny zespół mieszkaniowy lat pięćdziesiątych. Dlatego na osiedle przyjeżdżały liczne wycieczki, a i najważniejszych przedstawicieli władzy nie mogło zabraknąć. Jedną z takich wizyt pani Maria wspominała tak: Władze Warszawy postanowiły pokazać Biuru Politycznemu PZPR z nowo wybranym I Sekretarzem, Władysławem Gomułką na czele, co i jak się w stolicy buduje. Przyjechali m.in. na Skalbmierską. Jako projektanci musieliśmy być obecni na miejscu, żeby móc na wszelki wypadek udzielić wyjaśnień. I wtedy usłyszeliśmy jak premier Cyrankiewicz powiedział do Gomółki: „Towarzyszu patrzcie, Piechotkowie zastosowali lufciki w oknach i socjalizm się nie zawalił”. Obowiązywało w tym czasie stosowane w całym budownictwie, bez względu na wielkość pomieszczenia, jednego typu okna C2, dwuskrzydłowego bez lufcika.

Zespół mieszkaniowy przy ul. Skalbmierskiej był pierwszym w Warszawie osiedlem, w którym zerwano z zabudową obrzeżną, nieracjonalnym podniesieniem intensywności zabudowy, monumentalizmem, na rzecz otwartego osiedla, kameralnych budynków usytuowanych pośród zieleni. Podczas budowy osiedla architekci sprzeciwili się wycince okolicznych drzew. Domy wzniesione na tym terenie mają elewacje wykonane z białej cegły silikatowej ułożonej w ściśle określony wzór, tak charakterystyczny dla Bielan, z szeregiem dodatków, jak czerwone obramowanie stropów, kolorowe balkony, zejścia do ogródków przydomowych. Architekci nie zapomnieli o potrzebach dzieci, projektując place zabaw wyposażone w huśtawki, piaskownice, zjeżdżalnie, a jeden z nich w niepowtarzalną przeplotnię, którą niedawno odbudowano. W takim osiedlu aż chce się mieszkać, a mieszkańcy, chcąc złożyć hołd projektantom, nazwali tę część Bielan „Piechotkowem”.

Oszczędności i wszechobecna „typizacja”

Tak się złożyło, że gdy państwo Piechotkowie kończyli jeden etap zabudowy dzielnicy, już rozpoczynali następny. Po Bielanach I były Bielany II, a potem Bielany III i Osiedle Zjednoczenia (zwane także Bielanami IV).

Pierwsze osiedla przez nich zaprojektowane były budowane z cegły, potem pojawiły się wspomniane pojedyncze elementy prefabrykowane. Lata sześćdziesiąte to wszechobecne oszczędności. Potrzeby mieszkaniowe były bardzo duże, i aby temu sprostać budowano coraz wyżej, z coraz gorszych materiałów. A w międzyczasie do głosu doszła „typizacja” budownictwa mieszkaniowego – architekt już nie projektował poszczególnych domów, czy osiedli, ale składał budynki, wybierając poszczególne elementy z katalogu. Niczym z klocków.

Maria i Kazimierz Piechotkowie zamieszkali na Bielanach w domu, który sami zaprojektowali. Z Bielanami związali nie tylko swoją pracę, ale i życie osobiste. To tu wybudowali ponad 13 tys. mieszkań o łącznej powierzchni 3,1 mln m3, co upoważnia ich do bycia „milionerami”.

„Mister Warszawy”, autorstwa Piechotków, w osiedlu WSM

Jeżeli Maria i Kazimierz Piechotkowie projektowali tylko na Bielanach, to jaki jest ich związek z Żoliborzem? Otóż jest. Może nie tak bezpośredni, jak koleżanki ze studiów Haliny Skibniewskiej, ale jest.

Należy pamiętać, że do 1994 r. Bielany i Żoliborz tworzyły jedną dużą dzielnicę. Czyli wszystko, co budowano na Bielanach, wchodziło w skład Żoliborza.

Już w 1958 r. Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa odkupiła od Stołecznej Rady Narodowej pierwsze trzy budynki – przy ul. Żeromskiego i ul. Fontany. Rok później Spółdzielnia nabyła kolejne budynki. W 1964 r. było ich już 27, cztery lata później 77. Były zlokalizowane na Młocinach, Bielanach II i III. Na tym osiedlu przy ul. Magiera 7a znajduje się zwycięzca ogłoszonego przez Życie Warszawy w 1965 r. konkursu „Mister Warszawy”. Projektantami tego wieżowca byli oczywiście Maria i Kazimierz Piechotkowie.

Ostatnim osiedlem, jakie zaprojektowali na Bielanach, było Osiedle Zjednoczenia między ul. Broniewskiego i Jarzębskiego. Jego skala jest całkiem inna niż wcześniejsze projekty Piechotków. To nie są kameralne budynki, jak w rejonie ul. Skalbmierskiej, czy z kolorowymi balkonami, jak przy ul. Magiera. Osiedle składa się z dwóch typów budynków: 5- i 11-kondygnacyjnych. Do ich budowy użyto wielkiej płyty z gotową fakturą elewacyjną. W komedii „Nie ma róży bez ognia” część scen nakręcono właśnie na Osiedlu Zjednoczenia. Warto obejrzeć.

5101 osiedle Zjednoczenia 1972r

W latach 60. z całą ostrością uwidoczniły się braki mieszkań. Panaceum miało być budownictwo wielkopłytowe. Rozpisano wiele konkursów, wybudowano wiele fabryk domów. Jeden z takich konkursów wygrali Piechotkowie. Opracowali otwarty system W-70, który doczekał się masowej produkcji. Otwarty, bo można go było modyfikować.

W 1980 r. pani Maria przeszła na emeryturę. Kilka lat później z Instytutu Sztuki PAN państwo Piechotkowie dostali zaproszenie do udziału w rządowym programie „Architektura i sztuka żydowska”. Dzięki temu mogli wrócić do dokumentowania żydowskich miasteczek, bożnic na terenach dawnej i obecnej RP. Wrócili do pracy rozpoczętej jeszcze latem 1939 r. i kontynuowanej po 1948 r., kiedy to zwolniono męża Marii z uczelni. Poświęcili temu kolejne 20 lat, a owocem tej pracy było pięć kolejnych książek. Ich trud i wysiłek był wielokrotnie nagradzany.

Pani Maria Piechotka wspominała: To Maciej namówił mnie, żebyśmy zostali spółką autorską. Przy tym od początku postawił sprawę stanowczo – nie ma odtąd „ja” i „ty”, jesteśmy „my”. Potem to przez całe życie konsekwentnie realizował. Traktował nas oboje jako jedno i starałam się temu sprostać. Początki tej naszej ,,spółki” nie były łatwe. Mieliśmy różne rodzaje uzdolnień, różne usposobienia i temperamenty – on żywiołowy, zapalczywy, z dziką fantazją, pełen pomysłów, nie zawsze realnych, ja spokojna i refleksyjna, bardziej przyziemna mająca większe poczucie rzeczywistości – różne nawyki i metody pracy. Ale wkrótce okazało się, że rozumiemy się bardzo dobrze i doskonale się uzupełniamy, że staję się jego równorzędnym partnerem, że przy dobrej woli – a mieliśmy ją oboje – nasza współpraca może dawać dobre rezultaty. I rzeczywiście układała się coraz lepiej i przetrwała do końca.

Kazimierz Maciej Piechotka zmarł 6 marca 2010 r., a Maria Piechotka odeszła 28 listopada 2020 r., przeżywszy ponad 100 lat.

Tomasz Pawłowski

Artykuł ukazał się w lutowym numerze „Życia WSM” (numer 1/423)