Historia WSM w pigułce cz. 1
Jak powstała Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa

W tym i w przyszłym roku będziemy uczestniczyli w wielu rocznicowych uroczystościach związanych ze 100-leciem Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Jednym z elementów tych obchodów jest cykl artykułów dotyczących historii naszych osiedli, nawet jeżeli dziś nie znajdują się już w naszych zasobach. Oprócz działalności budowlanej opisane zostaną organizacje społeczne dla dzieci i dorosłych, działające na osiedlach WSM, a także przedstawione będą sylwetki najważniejszych osób w tworzeniu zrębów spółdzielni, które na szereg lat ukształtowały WSM. Przy tak burzliwej historii Spółdzielni, mnogości zdarzeń, jakie miały miejsce przez dziesięciolecia, najwłaściwszym tytułem tego cyklu będzie „HISTORIA WSM W PIGUŁCE”. Zapraszam do lektury, która czasami może będzie zwyczajna, ale chwilami interesująca, kiedy opisane zostaną nieznane wydarzenia z historii Spółdzielni. Ale to jest nasza historia, o której należy pamiętać i nie wstydzić się jej, bo przeszłości nie zmienimy. A najgorsze to ukrycie niewygodnych faktów, nazwisk, itp. Dlatego, jeżeli Państwo chcecie się podzielić wspomnieniami, zdjęciami, dokumentami o naszej Spółdzielni, proszę napisać do redakcji, a ja skontaktuję się z Państwem. Ewentualnie zapraszam na moje pokazy zdjęć, na których już od ponad 15 lat opowiadam o historii Żoliborza, o architektach, dzięki którym powstała ta piękna dzielnica. Przez pandemię cykl ten został opóźniony, ale liczę, że jesienią tego roku będę mógł Państwa zaprosić na następną opowieść.

Tomasz Pawłowski

*** 

Przełom 1921 i 1922 r. obfitował w wydarzenia kluczowe dla powstania WSM. 11 XII 1921 r., w lokalu Uniwersytetu Ludowego przy ulicy Oboźnej 4, odbyło się zebranie organizacyjne, na którym członkowie-założyciele spółdzielni (działacze związków zawodowych i robotniczego ruchu spółdzielczego) podjęli decyzję o powołaniu do życia Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.

 

02457

Jednocześnie przyjęli statut, wybrali Radę Nadzorczą oraz Zarząd w osobach Bolesława Bieruta (na stanowisku kierownika zarządzającego) i Stanisława Szwalbego jako jego zastępcę.

Pięć dni później, w pełnym składzie pojawili się u notariusza, by w jego obecności podpisać statut i inne niezbędne dokumenty, w tym wniosek do Sądu Okręgowego o wpisanie spółdzielni do rejestru. Wniosek ten został złożony w sądzie dzień później. Kilka tygodni później, na rozprawie w dniu 24 stycznia, Sąd Okręgowy podjął decyzję o wpisaniu WSM do rejestru spółdzielni, co nastąpiło 1 lutego. Od tego momentu spółdzielnia mogła oficjalnie rozpocząć działalność.

Czas między założeniem spółdzielni a rozpoczęciem budowy pierwszego budynku, członkowie kooperatywy wykorzystali na zbiórkę funduszy, rozpropagowanie idei budownictwa, przekonanie do swojej wizji członków związków zawodowych i ławników z Zarządu Miejskiego.

Jednym z tych ostatnich był Teodor Toeplitz, który dysponował ogromną wiedzą na tematy spółdzielcze, społeczne, mieszkaniowe.

Jednocześnie w gronie Rady Nadzorczej i Zarządu trwały prace koncepcyjne nad określeniem potrzeb przyszłych lokatorów, a w konsekwencji nad opracowaniem modelowego mieszkania pod względem metrażu, rozkładu itp. Ustalono, że dla robotnika z wielopokoleniową rodziną najwłaściwszym będzie mieszkanie trzy lub czteroizbowe. Prócz mieszkań, w budynku będzie się mieścić część społeczna, pralnia, kąpielisko oraz tak potrzebne w nowej dzielnicy sklepy. Podjęto decyzję, że spółdzielnia będzie spółdzielnią typu lokatorskiego, a lokator będzie mógł zmienić mieszkanie z mniejszego na większe i odwrotnie.

I kolonia

Przydział działki na jakże odległym wówczas Żoliborzu nastąpił dopiero 4 VI 1923 r. Z pierwszych wpłat od członków spółdzielni zakupiono materiały budowlane – głównie cegłę – i złożono na przydzielonej parceli.

Po przezwyciężeniu problemów z uzyskaniem kredytu przyznanego przez Komitet Rozbudowy, spółdzielnia mogła przystąpić do zlecenia projektu, o wykonanie którego władze spółdzielni zwróciły się do arch. Brunona Zborowskiego. Projekt przewidywał budowę czterech budynków, z czego dwa w zabudowie obrzeżnej. Jeden od ul. Tucholskiej, a drugi frontowy od nienazwanego jeszcze placu, który dzisiaj nosi nazwę Wilsona, gdzie w środkowej części miały być realizowane funkcje społeczne (sala zebrań, przedszkole, szkoła, biblioteka, czytelnia itp.). Fronton ujęty został czterokondygnacyjnym ryzalitem z boniowaniem cokołu, co w połączeniu z bocznymi wejściami na dziedziniec nadało tej części charakteru monumentalnej budowli. Między wejściami na dziedziniec znajdowały się dwa sklepy prowadzone pierwotnie przez Warszawską Spółdzielnię Spożywców, a w okresie późniejszym przez Gospodę Spółdzielczą. Pośrodku dziedzińca powstały dwa nieduże budynki. Według pierwotnych założeń na przydzielonej działce spółdzielnia miała wybudować domy z mieszkaniami dla członków, a potem zająć się ich administracją. Nie planowano budowy następnych budynków – lista członków spółdzielni nie była zbyt duża. Na dzień 31 XII 1924 r. WSM liczyła 29 członków, rok później już 87. To i tak za mało, bo liczba mieszkań w zaprojektowanym domu wynosiła 111.

Uroczyste wmurowanie aktu erekcyjnego miało miejsce 12 XII 1925 r. Jeden z jej uczestników, Antoni Burkot, tak wspominał tę uroczystość: Na początku grudnia 1925 roku otrzymałem zawiadomienie, że 12-go grudnia odbędzie się uroczyste założenie kamienia węgielnego pierwszego budynku W.S.M.

W oznaczonym czasie z żoną udałem się na tę z wielkim upragnieniem oczekiwaną uroczystość. Teren był mi nieznany. Pustka nie zadziwiła. Byłem na nią przygotowany. Jakoś trafiłem na miejsce dzięki posterunkom rozstawionym przez Zarząd W.S.M.

Na miejscu spotkałem zaś około 30 osób, wśród nich sporo znajomych towarzyszy z różnych działów życia robotniczego, między innymi tow. Tołwińskiego, Siedleckiego.

Pogoda była pochmurna, wiatr zimny, dość przejmujący. Na około puste pola – ciągnące się od Wisły do Miasteczka, od Marymontu do Hotelu. Stary fort i 2 domki oficerskie stanowiły jakieś oparcie dla oka, a linja tramwajowa jedyny łącznik ze światem.

Zaczątki fundamentów przedstawiały się bardzo, ale to bardzo skromnie. Kilka metrów wysokiego i dość płytkiego rowu były zalążkiem dzisiejszych kilkunastu wielkich kamienic.

Prace na budowie skrzydła od ul. Mickiewicza ruszyły pełną parą. Po pokonaniu wszelkich trudności, oficjalne wręczenie kluczy nastąpiło
9 I 1927 r. Jednak część z lokatorów zamieszkała w oddanej części już w grudniu 1926 r. Pierwszym był Julian Jancuszko, który wraz z żoną zamieszkał w budynku 23 XII 1926 r.

Inna z lokatorek, Janina Święcicka, tak wspominała tamte dni: Trzydziestego grudnia 1926 roku zajeżdżamy do nowego locum. Nie było w niem jeszcze elektryczności, zamiast schodów – drewniana kładka na parterze. Ciągle jeszcze przychodzą malarze, murarze, hydraulicy, ale nie ciążą nam. Cieszymy się, że coś poprawiają, instalują. Co dzień coś nowego przybywa do mieszkania, co dzień nowy powód do radości. Dziś mamy gaz, a dziś elektryczność, a dziś malują na olejno ścianę przy wannie, poprawiają okna itp., itd.

Wreszcie mamy wszystko. Woda ciepła na zawołanie. Chcesz herbaty po powrocie o północku z posiedzenia, za pięć minut gotowa. W nocy nie trzeba nakrywać się kołdrą aż na głowę, aby łatwiej rozgrzać się w wyziębionej pościeli. Można i rękę wyciągnąć spod kołdry, a nawet w nocy w bieliźnie spacerować po mieszkaniu (muszę gwoli przyzwoitości powiedzieć, że był to dom kobiet) i dowoli w każdej chwili korzystać z wszelkich wygód. A kąpiel! Tylko ten, kto przez całe życie kąpał się w balijach i ceberkach, może zdać sobie sprawę z rozkoszy zanurzania się po głowę w ciepłej wodzie. A prysznic! Cóż za raj dla dzieciaków.

Sukcesywnie oddawano do zamieszkania poszczególne skrzydła. Całość została ukończona w sierpniu 1928 roku.

Nowy teren budowlany

Rozpropagowanie idei spółdzielczości wśród robotników doprowadziło do nawiązania kontaktów ze związkami zawodowymi i członkami PPS zasiadającymi w Radzie Miasta. Nastąpił duży napływ członków do spółdzielni. A Zarząd, jak i Rada Nadzorcza, spojrzały szerzej na problemy mieszkaniowe. Zapadła decyzja o budowie następnych budynków. W najbliższym sąsiedztwie budowanej I kolonii wszystkie działki zostały już przydzielone. Przy placu, znanym dzisiaj jako Wilsona, jedyny wolny teren znajdował się tylko między ulicami Krasińskiego i Marymoncką (obecnie Słowackiego). Teren ten uznano za najwłaściwszy do przeprowadzenia akcji budowy domów. Opracowanie projektu zabudowy tego terenu zlecono architektom: B. Zborowskiemu i St. Brukalskiemu. Ich projekt przewidywał budowę w centralnym miejscu kotłowni centralnego ogrzewania, a dookoła zaplanowano budowę zarówno domów mieszkalnych, jak i obiektów użytkowych. Plan ten kilkakrotnie ulegał zmianom, niemniej przyjęte w owym czasie założenia zabudowy terenu pozostały niezmienione. Spółdzielnia projekt, a nawet makietę przyszłego osiedla spółdzielczego przedstawiała na wielu spotkaniach zarówno z członkami rządu, jak i banku, aby przekonać ich do wizji wzorcowego osiedla robotniczego. Udało im się to, a teren pod budowę osiedla został przydzielany spółdzielni w kilku transzach w kolejnych latach.

II kolonia

Projekt zabudowy parceli wykonał Bruno Zborowski, który przy projektowaniu uwzględnił postulaty dotyczące zmniejszenia pow. mieszkań, zwiększenia liczby lokali dwuizbowych. Innym warunkiem była konieczność potanienia budowy. Dlatego w łazienkach zrezygnowano z wanien. W końcu planowano budowę centralnego kąpieliska.

Aby w pełni wykorzystać przydzieloną działkę, architekt zaproponował budynki w rzucie zbliżonym do litery „U”. Boczne skrzydła kolonii od ulic Krasińskiego i Marymonckiej liczyły po 4 kondygnacje, a część frontowa 6 kondygnacji z użytkowym dachem, gdzie powstały nie tylko piaskownice dla dzieci, ale też prysznice i trzepak. Na parterze wybudowano dwa pomieszczenia użytkowe. Jedno przeznaczono dla Warszawskiej Spółdzielni Spożywców, a drugie dla Warszawskiej Dyrekcji Poczt i Telegrafów, która zrezygnowała z otwarcia placówki. Lokal ten wynajęto na aptekę, którą otworzył 4 IV 1933 r. znany bakteriobiolog dr Jan Fabicki.

Kamień węgielny pod budowę II kolonii wmurowano we wrześniu 1927 r. Budowa trwała długo i zakończyła się dopiero 11 X 1929 r. Wynikało to nie tylko z kłopotów z brakiem ciągłości w kredytowaniu budowy i potrzebą wykonania specjalnej konstrukcji pod fundamenty, lecz przede wszystkim z kłopotów z generalnym wykonawcą, który nie wywiązywał się w sposób należyty z powierzonych obowiązków i nie dotrzymywał kolejnych terminów. Doszło do tego, że Zarząd WSM najpierw przejął na siebie zakup materiałów budowlanych, a w konsekwencji rozwiązał umowę z wykonawcą. Na poczet swoich roszczeń spółdzielnia przejęła cały inwentarz budowlany i stolarnię na Pradze, w której wykonywano szafy, drzwi i okna na potrzeby prowadzonej budowy.

Aby móc dalej budować tę i następne kolonie, Zarząd WSM w porozumieniu z innymi spółdzielniami i przy poparciu Związku Spółdzielni Spożywców R.P. we wrześniu 1928 r. powołał do życia Społeczne Przedsiębiorstwo Budowlane, którego zadaniem była budowa domów. Największym zleceniodawcą SPB została WSM.

III i V kolonia

Po przyrzeczeniu otrzymania nowych terenów na Żoliborzu, w kwietniu 1927 r. Zarząd WSM zaprosił do współpracy 10 młodych zdolnych architektów i zamówił u nich szkice projektów nowych kolonii. Celem tego konkursu było opracowanie wzorcowego mieszkania, które mogło być powielane w następnych realizacjach. Jednym z warunków było zapewnienie procentowego stosunku mieszkań 1, 2, 3, i 4-izbowych. Innym była dwustronność lokali, wyposażenie każdego lokalu w ustęp itp. Z zadaniem najlepiej poradził sobie Bruno Zborowski, któremu spółdzielnia zleciła opracowanie projektów III i V kolonii oraz Stanisław Brukalski, któremu przypadło w udziale projektowanie IV kolonii. W międzyczasie spółdzielni przydzielono dodatkowe tereny przy ulicach Marymonckiej i Suzina. Dzięki temu zarysowała się możliwość sensownego rozplanowania terenów między ulicami Krasińskiego i Marymoncką. W centrum przyznanych terenów zaprojektowano budowę centralnej kotłowni z pralnią, zakładu kąpielowego, żłobka, przedszkola oraz szkoły. Mimo iż projekt uzyskał aprobatę w ministerstwie, do realizacji nie doszło.

Obie kolonie są do siebie bardzo podobne. Wzdłuż ulic budynki były wyższe, a od terenów wewnętrznych niższe, a pośrodku dziedziniec. Prace przy budowie obu kolonii trwały od jesieni 1928 do jesieni 1931 r. Budowa III kolonii możliwa była dzięki włoskiej pożyczce udzielonej spółdzielni.

IV i VII kolonia

Stanisław Brukalski był jednym z członków awangardowej grupy Praesens, z którą władze WSM wkrótce nawiązały ścisłą współpracę. Pierwszym jego projektem dla WSM była IV kolonia. Przydzielona parcela znajdowała się między ul. Krasińskiego, Suzina, Płońską (obecnie Próchnika) i Trentowskiego (obecnie Jaśkiewicza). Kolonia ta składa się z trzech budynków w zabudowie obrzeżnej. Pierwszy projekt kolonii – przyjęty przez Ministerstwo Robót Publicznych – nie został zrealizowany. Wynikało to z faktu, iż część przyznanej parceli wchodziła klinem w teren Prochowni, który znajdował się w gestii Ministerstwa Spraw Wojskowych.

Nie obyło się bez innych problemów. Dyrekcja Wodociągów i Kanalizacji nie wybudowała na czas kanalizacji w ciągu ulic Cieszkowskiego (obecnie Suzina) i Płońskiej. Dlatego spółdzielnia zleciła budowę tymczasowych ustępów na dziedzińcu kolonii.

Budowę sfinalizowano częściowo z pożyczki włoskiej i z funduszu Zakładu Ubezpieczeń Pracowników Umysłowych w ramach umowy z WSM.

Budowano coraz szybciej, na co wpływ miała dobra organizacja pracy SPB i sprawne finansowanie. Jeszcze wtedy szybka budowa nie znaczyła złej pracy. W kolonii użyto znormalizowanych elementów wyposażenia, tj. drzwi i okien. Zmniejszano też powierzchnię mieszkań. Wejścia do części lokali umieszczono w galerii, co pierwotnie spotkało się z oporem Inspekcji Budowlanej.

Wykorzystując przychylności Ministerstwa Robót Publicznych okazywaną WSM, udało się zdobyć przydział parcel budowlanych pod budowę dwóch kolejnych kolonii – VII i VIII.

Projekt tej pierwszej wykonali B. i St. Brukalscy. Jednakże wobec ogólnoświatowego kryzysu sytuacja materialna przyszłych lokatorów pogorszyła się. W związku z tym architekci przeprojektowali budynek A, który pierwotnie miał liczyć 90 mieszkań od półtora do czteroizbowych. Po zmianie projektu liczba lokali wzrosła do 120. Wszystkie mieszkania miały mieć pow. 24 i 29 m2.

Prace ziemne przy budowie domu od ul Suzina rozpoczęto w maju 1932 r., a budowę ukończono w grudniu tego samego roku. Szybkie tempo budowy możliwe było dzięki zastosowaniu maksymalnej typizacji i to nie tylko w zakresie pow. mieszkań, ale też i wyniku zastosowanych typowych drzwi i okien. Budowa domu B zaczęła się w roku następnym. Prace przy kopaniu fundamentów rozpoczęto 21 VII 1933, a budowę ukończono w roku następnym 9 listopada. Przy jego budowie również zastosowano oszczędności. W budynku tym także było 120 mieszkań w trzech typach i różnych metrażach. Jednak dominującym typem mieszkania był lokal półtoraizbowy. Wspomnieć należy, że każde z mieszkań było dwustronnie przewietrzane, a dostęp do większości z nich możliwy był z zewnętrznej galerii komunikacyjnej.

 

02588

 

VIII kolonia

Pod koniec lipca 1930 r. spółdzielnia podpisała akt przejęcia nowej parceli zlokalizowanej między ul. Marymoncką, Suzina, Sierpecką i Krechowiecką. Jednocześnie Zarząd WSM nawiązał współpracę z architektami zatrudnionymi w Biurze Planu Regionalnego Warszawy, którzy byli członkami spółdzielni architektonicznej „U” (Urbanistyka). Członkowie tej grupy, arch. Jan Chmielewski oraz Juliusz Żakowski, wykonali na zlecenie WSM projekt nowej kolonii, który przewidywał typową zabudowę obrzeżną, ale z dużym, bo 15-metrowym prześwitem od ul. Sierpeckiej. Dzięki temu udało się wygospodarować duży, słoneczny dziedziniec. Wysokość poszczególnych skrzydeł była różna i wahała się od 4 do 5 kondygnacji. Projekt przewidywał budowę 185 mieszkań.

Budowa przypadała na lata wielkiego kryzysu, dlatego projektanci podjęli działania zmierzające do potanienia budowy, bez pogorszenia standardów mieszkań. Stąd między innymi częściowo galeriowy układ komunikacyjny. 

IX kolonia

IX kolonia była ostatnią, jaką udało się wybudować przed wybuchem wojny. Projekt przygotowali B. i St. Brukalscy, ale po wcześniejszych konsultacjach z przyszłymi lokatorami. Pierwotnie projekt przewidywał budowę 4 budynków o 360 mieszkaniach 1,5 i 2-izbowych dla rodzin 4-6-osobowych. Nowością było wydzielenie w łazience miejsca do mycia. Dużego wsparcia udzielił Zarządowi spółdzielni premier Felicjan Sławoj-Składkowski, który poparł inicjatywę budowy kolonii. Finansowaniem budowy zajęło się powołane do tego Towarzystwo Osiedli Robotniczych (TOR).

Niektóre domy kolonii zostały zaprojektowane na planie koła, na podobieństwo sąsiedniej VII kolonii. Budowa była podzielona na etapy i rozpoczęła się w czerwcu 1937 r. Nie budowano całego budynku, tylko kolejne segmenty, a każdy z nich zawierał 12 mieszkań.

Brak kredytów spowodował, że zrezygnowano z budowy ostatniego domu. Do wojny budynek A – na planie koła – nie został w całości wybudowany, podobnie jak dom B. Kolejny blok C znajdował się w budowie (stan surowy zadaszony), a jego ukończenie planowano na przełom 1939/40.

VI kolonia – techniczna

W centralnej części osiedla, między koloniami III i V, powstały budynki użytkowe, których zadaniem było zaspokojenie potrzeb gospodarczych, czystościowych, społecznych a także kulturalnych lokatorów. Znajdowały się tam centralna kotłownia, pralnia, magiel, suszarnia, kąpielisko, a także kino, czasami adaptowane na teatr lub miejsce, gdzie odbywały się akademie spółdzielcze.

Charakterystycznym elementem kotłowni był jej komin z żelaznymi schodami oplatającymi go z galerią widokową u jego wylotu.

Pelcowizna i szkoła spółdzielcza

Pod koniec lat trzydziestych na Żoliborzu zaczęło brakować wolnych parcel budowlanych. Był duży plac – tzw. „Prochownia” – ale znajdował się on w gestii wojska. Dla WSM był nie do zdobycia. Dlatego Zarząd spółdzielni zaplanował budowę kolonii na drugim brzegu Wisły. Należy zaznaczyć, że pod koniec lat trzydziestych na Żeraniu planowano budowę elektrowni. I dlatego architekci z Biura Planowania Regionalnego zaprojektowali osiedle robotnicze przy ul. Modlińskiej. Stronę finansową wzięło na siebie TOR. Projekt przewidywał budowę 4 budynków w zabudowie obrzeżnej z dużym dziedzińcem na podobieństwo żoliborskiej IV kolonii. Wybuch wojny uniemożliwił realizację budowy.

WSM posiadała niezabudowaną działkę między III i V kolonią przy ul. Filareckiej. Według planu parcela ta przeznaczona była pod budowę budynku użyteczności publicznej – szkoły, przedszkola czy żłobka. Samodzielnie Zarządowi spółdzielni nie udało się uzyskać kredytu na budowę. Dlatego nawiązano współpracę ze Stowarzyszeniem Szkoły Spółdzielczej (SSS), które w stolicy prowadziło liceum, gimnazjum i szkoły przysposobienia. Efektem współpracy miała być szkoła na Żoliborzu. WSM do spółki aportem wniosło działkę, a SSS plany szkoły z zapewnionymi kredytami. Po wybudowaniu do części budynku miały przenieść się szkoła powszechna, gimnazjum i liceum im. B. Limanowskiego zajmujące do tej pory pomieszczenia na I kolonii.

Wiosną rozpoczęto prace przy fundamentach, w czerwcu 1939 wmurowano kamień węgielny, ale wybuch wojny przerwał prace, do których już nigdy nie wrócono.

Rakowiec

Osiedle na Rakowcu przeznaczone jest dla robotników. Nie wolno nam przekroczyć komornego, odpowiadającego możności płatniczej przyszłych lokatorów. Wiemy, że w stosunku do osiedla żoliborskiego kolonia na Rakowcu będzie pod względem wygód krokiem w tył. A jeżeli uda się nam stworzyć typ taniego mieszkania robotniczego, usuwającego konieczność podnajmowania, powiemy że uczyniliśmy raczej duży krok naprzód. Taki cel przyświecał architektom ze spółdzielni Pracy Architektów Praesens, którzy podjęli się zadania zaprojektowania osiedla. WSM nabyła od prywatnej osoby parcelę budowlaną na odległym Rakowcu u zbiegu ulic Pruszkowskiej i Wiślickiej. W niedalekiej odległości znajdowało się kilka dużych państwowych zakładów pracy takich jak Państwowe Zakłady Lotnicze na Okęciu czy fabryka Polskiego Monopolu Tytoniowego na Ochocie. W obu pracowało wielu robotników, którzy mogliby zamieszkać w nowej kolonii mieszkaniowej. Autorami finalnego projektu osiedla byli Helena i Szymon Syrkusowie. Projektanci zerwali z powszechną zabudową obrzeżną na rzecz zabudowy prostopadłej do ul. Pruszkowskiej, dzięki czemu połowa mieszkań korzystała ze światła wschodniego, a druga z zachodniego.

Planowano wybudować 1000 mieszkań, ale brak kredytów spowodował, że te ambitne plany musiały zostać ograniczone do prawie 300 mieszkań. Pierwotnie wybudowano 4 domy, a przed wojną osiedle powiększono o kolejne 2 oraz budynek społeczny. Budowa trwała od lata 1934 do połowy 1938 roku.

WOJNA

W sierpniu 1939 r. Zarząd spółdzielni zaczął przygotowywać oba osiedla do wojny. Zakupiono apteczki pierwszej pomocy, maski przeciwgazowe, wiadra, łopaty. Zgromadzono piasek do gaszenia pożarów. Dla sklepów spółdzielczych zakupiono dodatkowe dostawy artykułów żywnościowych.

5 IX 1939 r. Zarząd, po wcześniejszym upoważnieniu przez Prezydium Rady Nadzorczej, wyznaczył zastępców członków zarządu w przypadku powołania M. Nowickiego i St. Tołwińskiego do wojska. Dwa dni później, po apelu płk. Umiastowskiego, ruszyli oni w kierunku wschodnim. Dołączyli do nich H. i Sz. Syrkusowie, B. Bierut.

Podczas działań wojennych we wrześniu 1939 r. Osiedle Żoliborskie zostało częściowo zniszczone od bombardowania lotniczego i obstrzału artyleryjskiego. Najbardziej ucierpiały I i II kolonie, najmniej III i IX. 28 mieszkań o 72 izbach zostało zniszczonych do tego stopnia, że bez remontu konstrukcyjnego nie nadawały się do użytku. (…) Ilość stłuczonych szyb wynosiła około 4 000 m2. (…) Przymusowo ewakuowane Osiedle Rakowieckie ucierpiało podczas działań wojennych znacznie silniej. Pożary zniszczyły 7 elementów po 24 mieszkania, co stanowi 58,3% wszystkich mieszkań. Spłonęła również połowa domu społecznego.

Okupant nie zezwolił na dokończenie już rozpoczętych budów. Jedyne co można było zrobić, to remontować uszkodzone budynki. Ale w pierwszym okresie okupacji Niemcy nie mieli pełnej wiedzy o stanie budynków. Zarządowi WSM udało się wykorzystać ich niewiedzę i dokończyć budowę IX kolonii. W grudniu1940 r. przekazano do zasiedlenia 76 mieszkań.

Na Rakowcu odbudowano w 1940 r. część Domu Społecznego, a potem przystąpiono do odbudowy jednego ze spalonych domów. W 1942 r. wyczerpały się kredyty i trzeba było wstrzymać wszelkie prace budowlane. Wpływy z komornego przeznaczane były na bieżące utrzymanie zasobów mieszkaniowych i na skromną pomoc udzielaną najbardziej potrzebującym mieszkańcom osiedli.

W kwietniu 1940 r., na prośbę PZUW, WSM przejął w administrację budynek przy ul. Krasińskiego 20, który w dokumentach spółdzielni opisywany był jako X kolonia.

Mimo trwającej okupacji Zarząd spółdzielni nie zaniedbywał prac związanych z rozbudową obu osiedli, co odbywało się przy pełnym poparciu Zarządu Miejskiego. Do tego zadania została powołana Pracownia Architektoniczno-Urbanistyczna, w której plany rozbudowy Rakowca opracowali architekci pod przewodnictwem małżonków Syrkusów. Grupą żoliborską kierowała Barbara Brukalska z Zasławem Malickim.

W sierpniu 1944 r., podczas ostrzału i bombardowań, z zasobów żoliborskich ucierpiała najbardziej I kolonia. Natomiast ostatnie dwa tygodnie września to okres intensywnego bombardowania, w wyniku którego uszkodzonych zostało kilka innych kolonii. Jednak najwięcej zniszczeń dokonano między końcem powstania i ucieczką Niemców w styczniu 1945 r.

1945

Pierwsi mieszkańcy na Żoliborzu pojawili się 17 stycznia i skierowali kroki do swoich domów, a właściwie do tego, co z nich zostało. Najważniejszym zadaniem Zarządu było zabezpieczenie majątku lokatorów. W oficjalnym dokumencie, jakim było sprawozdanie Zarządu za lata 1939-45, znalazły się poniższe zdania: Mieszkańcy sami urządzali swoje mieszkania, „szabrując” szyby, opał i żywność bez sprzeciwu administracji, przy zwalczaniu „szabru” meblowego, odzieżowego oraz niszczenia np. ram okiennych po wyjęciu szyb. Gdyby nie „szabrunek” osób postronnych, a zwłaszcza wojska sowieckiego i w mniejszym stopniu polskiego, a także robotników z S.P.B., mieszkańcy znajdowaliby więcej sprzętu. Nawet lokale już zamieszkałe były rabowane: milicja wobec wojska odmawiała interwencji albo interweniowała bez rezultatu.

WSM starała się o powiększenie swoich zasobów mieszkaniowych. Chciała włączyć w swój zasób domy FKW przy ul. Krajewskiego i kilka domów przy ul. Okopowej. Pod koniec 1946 r. udało się przejąć w administrację dom przedwojennego BUND-u przy ul. Żeromskiego 16/20.

We wrześniu 1946 r. na krótko, bo na dwa lata, spółdzielnia przejęła od Zarządu Miasta majątek Jadwisin w gminie Zegrze, mimo iż działalność rolnicza nie była w centrum zainteresowania Zarządu. W roku następnym WSM otrzymała do odbudowy domy na Woli przy Działdowskiej 3 i 8, ale bez bloków dawnej fundacji Wawelberga, o które zabiegała. W ramach dzierżawy przyznano Spółdzielni także dom przy ul. Senatorskiej 35 (na mieszkania) i Pałac Błękitny przy ul. Senatorskiej 37 (na biura WSM). Do końca lat 40. wszystkie powyższe przydziały zostały anulowane, a spółdzielni zwrócono poniesione nakłady.

Odbudowa osiedli postępowała bardzo szybko. Mieszkania były nagminnie przeludnione, dlatego była duża presja na SPB, aby prace remontowe zakończyć jak najszybciej i oddać mieszkania do zasiedlenia. Administracje osiedli miały problem z „dzikimi lokatorami”, którzy zajęli mieszkania jeszcze w 1945 r. i nie chcieli ich opuścić, mimo iż wrócili do nich poprzedni najemcy. Na tym tle dochodziło do wielu sporów i nie zawsze administracji udawało się doprowadzić do wyprowadzki niechcianych najemców.

Innym problemem były fikcyjne meldunki. Aby uniknąć dokwaterowań, meldowano po kilka dodatkowych osób. Dlatego administracje musiały znać na bieżąco faktyczną liczbę osób mieszkających w danym lokalu. Tam, gdzie faktycznie było ich mniej niż przewidywały normy, proponowano zamianę na mniejszy metraż lub dokwaterowywano nowych mieszkańców.

Lata 1947-1949 to okres planu 3-letniego, którego głównymi założeniami było podniesienie stopy życiowej do poziomu przed 1 IX 1939 r. Posiadanie własnego mieszkania idealnie wpisywało się w te założenia. Aby sprostać temu wyzwaniu, w WSM powstały własne pracownie architektoniczne. Dwie pierwsze powstały jeszcze w 1946 r. Pracownia nr 1 kierowana była przez H. i Sz. Syrkusów. Zajmowali się oni osiedlami na Rakowcu i Kole. Pracownia nr 2, kierowana przez B. i St. Brukalskich, odbudowywała osiedle na Żoliborzu i projektowała nowe kolonie. Dodatkowo B. Brukalska zajmowała się projektem osiedla Żoliborz B, które miało powstać między ul. Elbląską, Krasińskiego i Stołeczną. Prace nad projektem zawieszono w 1948 r.

Nowej pracowni nr 3, prowadzonej przez Z. Malickiego i S. Tworkowskiego, przydzielono zadanie zaprojektowania dużego osiedla na Mokotowie. W ostatniej 4. pracowni, kierowanej przez H. Morsztynkiewiczową i Z. Ihnatowicza, opracowano plan osiedla domów jednorodzinnych na Młocinach, a także projekt urbanistyczny nowego zespołu mieszkaniowego na Ochocie w rejonie ul. Białobrzeskiej, Węgierskiej, Szczęśliwickiej i Częstochowskiej.

Wiosną 1948 r. został powołany Zakład Osiedli Robotniczych, który miał w niedalekiej przyszłości przejąć całość spraw związanych z projektowaniem i budową osiedli. Władze zgodziły się tylko na ukończenie już rozpoczętych budów. Nastąpiła likwidacja wspomnianych pracowni architektonicznych. Całość prac projektowych przejęły nowe pracownie w Miastoprojekcie-Stolica. W 1952 r., w ramach reorganizacji, całość spraw związanych z realizacją pojedynczych zamówień WSM w zakresie lokalizacyjnym, realizacyjnym, projektowym, dokumentacji technicznej przejął Jacek Nowicki z DBOR Warszawa-Północ.

Wobec zawieszenia wszelkiej działalności budowlanej, szereg członków podjęło decyzje o wycofaniu swoich wkładów i wystąpieniu z WSM. Trend ten został zahamowany po uchwale rządu i przesłaniu do członków oczekujących ankiety dotyczącej udziału w budownictwie własnościowym. Zainteresowanie było duże. Dlatego Zarząd WSM zgłosił gotowość udziału w tej akcji. Ale nie uzyskał zgody na uczestnictwo w tym programie, mimo iż interweniowano u ministra St. Tołwińskiego, a ten u I sekretarza partii, członka-założyciela WSM B. Bieruta.

W 1956 r. minęła 35. rocznica powstania WSM. Rok ten był zapowiedzią zmian. I to na lepsze. Zarząd WSM zwrócił się do władz rządowych o zwrot budowanej I kolonii przy ówczesnym pl. Komuny Paryskiej, Parku Osiedlowego z Domem Kultury, a także terenów między ul. Filarecką i Toeplitza, przekazania w administrację budynków byłego TOR na Kole, które decyzją administracyjną przekazano MZBM (Miejski Zarząd Budynków Mieszkalnych).

Decyzją Prezesa Urzędu Rady Ministrów w 1956 r. przekazano spółdzielni prawo do dysponowania mieszkaniami, które były zajmowane na podstawie umów powierniczych oraz patronackich z zakładami pracy, związkami zawodowymi. A takich mieszkań w zasobach WSM było bardzo dużo. Jednocześnie DBOR zrzekła się na rzecz WSM terenów na Żoliborzu przy ul. Stołecznej, Kole – IV ćwiartki. Zarząd spółdzielni był zainteresowany terenem po byłej Kolonii Kościuszkowskiej. Teren był bardzo interesujący pod względem inwestycyjnym, ale w licznych barakach mieszkało wiele osób, którym należałoby dać lokale zastępcze, których spółdzielnia nie miała.

A jak przebiegała odbudowa i zabudowa poszczególnych osiedli WSM, dowiecie się Szanowni Czytelnicy w następnym numerze „Życia WSM”.

Tomasz Pawłowski

Przy pisaniu niniejszego tekstu korzystałem z książki J.A Szymańskiego „Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa 1921-1970”, Sprawozdań WSM z lat 1926-1955, gazet Życie WSM, Życie Osiedli WSM, miesięczników DOM 1930-1939, 1947, tygodnika Stolica 1949 r.

 

Artykuł pochodzi z lipcowego numeru „Życia WSM”