90 lat „Życia WSM”

„Rozwój Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej: stały i szybki wzrost ludności Osiedla na Żoliborzu i potrzeb tej ludności, wreszcie trudności piętrzące się na drodze naszej pracy – wymagają, aby łączność między władzami Spółdzielni i ogółem członków była ściślejsza, aby o wszystkich pracach, poczynaniach i trudnościach członkowie i mieszkańcy Osiedla byli stale informowani, aby inicjatywa członków w poszczególnych sprawach mogła się łatwiej przejawiać, aby wreszcie każde zagadnienie mogło być przed odpowiedniem postanowieniem omówione przystępnie i szczegółowo”. 

Tak zaczynał się pierwszy numer gazety którego pełna nazwa brzmiała „Życie W.S.M. Biuletyn Informacyjny Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, Stowarzyszenia „Szklane Domy”, oddziału Robotniczego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci na Żoliborzu” który ukazał się w czerwcu 1931 r. Nazwa trochę długa, dlatego mówiono i pisano skrótowo używając nazwy „Życie WSM”. W 1931 r. ukazały się tylko 3 numery i wszystkie opisane były jako jednodniówki. Mogłoby to wskazywać, że redakcja nie do końca uważała, że pomysł z gazetą kolportowaną na terenie osiedla powiedzie się. Obawy okazały się płonne i od stycznia 1932 r. gazeta ukazywała się jako miesięcznik.

W stałym kontakcie z mieszkańcami

Zarząd spółdzielni do komunikacji ze spółdzielcami wykorzystywał coroczne sprawozdania, w których opisane były działania za ostatni rok i z tego powodu można było pisać, używając czasu przeszłego. Zrobiliśmy to, w sprawach spółdzielni interweniowaliśmy u tej i tej osoby, oddaliśmy do zamieszkania tyle mieszkań itp. A Zarząd potrzebował przestrzeni do komunikowania się z mieszkańcami częściej niż raz w roku, gdzie na bieżąco mógł pisać o istotnych dla spółdzielni sprawach, omawiać problemy związane z organizacją życia społecznego, samorządu lokatorów, ale też i o propagowaniu sportu i zdrowego trybu życia, podnoszeniu swoich kwalifikacji poprzez uczestnictwo spółdzielców w różnych kursach, szkoleniach itp. Wymieniać można długo.

Stąd pomysł na własną gazetę, która była organem spółdzielni i kilku instytucji aktywnie działających na terenie Żoliborza i Rakowca, jak Stowarzyszenie „Szklane Domy”, żoliborski oddział RTPD, Gospoda Spółdzielcza, Liga Kooperatystek. Dla każdej z nich było zarezerwowane miejsce w gazecie. Swoją kolumnę „Głosy Czytelników” mieli też i mieszkańcy osiedla, którzy chętnie pisali o problemach z sąsiadami, o nieprzestrzeganiu ciszy nocnej czy zamienianiu mieszkania w śmietnik. Ot proza życia.

Numery „Życia WSM” kolportowane były przede wszystkim na osiedlach WSM. Ale były też numery okazjonalne, skierowane do przyszłych spółdzielców, aby ci mogli zorientować się w planach mieszkań i kosztach ich wynajmu, ale też i w całokształcie działań podejmowanych nie tylko przez Zarząd WSM, ale przede wszystkim przez prężnie działający samorząd spółdzielni. W okresie międzywojennym takie podejście do pracy społecznej dla ogółu było niespotykane, gdyż liczne spółdzielnie działające w tamtym okresie nie prowadziły tak rozwiniętej pracy społecznej.

W budynkach innych spółdzielni najczęściej w podziemiu znajdowało się jedno lub dwa pomieszczenia przeznaczone na świetlicę lub na coroczne zebrania, rzadziej była biblioteka dla mieszkańców. A w WSM była możliwość rozwoju: nauki języków obcych, podnoszenia swoich kwalifikacji poprzez uczestnictwo w różnych szkolenia, kursach, warsztatach, które przyciągały przyszłych członków spółdzielni. We wspomnianym numerze dla nie-mieszkańców z 1935 r., między innymi znajdują się relacje pierwszych mieszkańców osiedla, którzy wspominali jakim szczęściem dla nich było osiedlenie się na Żoliborzu i przeprowadzka z wilgotnych suteren czy maleńkich pokoi do słonecznych przestronnych pokoi na Żoliborzu.

Przez cały okres przedwojenny redaktorem Życia WSM był Stanisław Tołwiński, któremu pomagało wiele bezimiennych dziś osób. Rzadko podpisywały się pełnym imieniem i nazwiskiem, częściej były to inicjały lub pseudonimy. W 1938 r. w redagowanie gazety aktywnie włączył się Henryk Dembiński, który odciążył St. Tołwińskiego od pracy redakcyjnej.

Ostatni przed wybuchem wojny numer „Życia WSM” ukazał się w sierpniu 1939 r. Niczym szczególnym się nie wyróżniał. Tematy w nim poruszane dotyczyły między innymi relacji z nowych budów, idei spółdzielczości, pracy członków WSM w Radzie Miejskiej i ich przemówień, przyszłości Żoliborza i najbliższych okolic, zapowiedzi o temacie wiodącym wrześniowego numeru. O zbliżającym się kataklizmie informowały tylko rozporządzenie Prezydenta Warszawy o wyposażeniu mieszkań w środki ochronne, a także o ankiecie OPL rozesłanej w lipcu do wszystkich Komendantów bloków.

„Komunikaty WSM”

Niemcy po zakończonej kampanii zakazali ukazywania się wielu tytułów prasowych, w tym lokalnej gazety spółdzielczej. Ale Zarząd spółdzielni znalazł inny sposób na komunikowanie się z mieszkańcami. Od 23 XI 1939 r. zaczęły ukazywać się „Komunikaty WSM”. W pierwszym numerze znalazło się poniższe ogłoszenie władz spółdzielni skierowane do lokatorów: Wszystkie zarządzenia i ogłoszenia władz cywilnych, wojskowych i policyjnych, interesujące mieszkańców osiedli W.S.M., zarządzenia, uchwały i komunikaty władz i organów W.S.M., S.P.B. „Szklanych domów”, R.T.P.D. (Oddział na Żoliborzu), Kół Ligi Kooperatystek na Żoliborzu i na Rakowcu, W.S.K., „Gospody Spółdzielczej” i Pierwszej Pralni Spółdzielczej oraz inne niezbędne informacje – podawane będą w formie komunikatów na zielonym papierze z emblematem W.S.M., rozwieszanych na tablicach z napisem „KOMUNIKATY” we wszystkich klatkach schodowych oraz przy wejściach do kolonii.

Na tablicach tych żadnych innych ogłoszeń, w szczególności ogłoszeń prywatnych, wieszać nie wolno.

Nie zachowały się wszystkie wojenne komunikaty, które jak sądzę ukazywały się aż do wybuchu powstania warszawskiego. Ostatni Komunikat WSM, jaki miałem w rękach, nosił datę 15 XII 1943 r. Należy pamiętać, że od zakończenia powstania Warszawa była systematycznie grabiona, a potem równie systematycznie palona. Spłonąć mogły również i wojenne komunikaty.

Komunikaty miały część wspólną dla obu osiedli spółdzielni, ale wiele informacji podawanych było z podziałem na Żoliborz i Rakowiec.

W Komunikatach ukazywały się między innymi informacje o trudnościach w zdobyciu opału przez WSM, co skutkowało drastycznym obniżeniem temperatury w mieszkaniach, ale i o pomocy doraźnej udzielanej członkom spółdzielni, dożywianiu dzieci, możliwościach zdobycia piecyka do ogrzewania mieszkań, odrobienia zaległego komornego, przydziałach ogródków, a także sprzedaży królików dla członków spółdzielni. Władze spółdzielni dostały polecenie od władz okupacyjnych, aby zmobilizować mieszkańców do regularnego płacenia czynszu, a tych, którzy notorycznie nie wywiązywali się z tej powinności, eksmitować po wyrokach sądowych.

Władza nie lubiła konkurencji

Powojenne wydania zaczynają się w lutym 1946 r. Gazeta zmieniła nazwę na „Życie Osiedli Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej”. Przez pierwsze dwa lata gazetę prowadził Marian Nowicki. Potem pojawia się informacja, że gazetę redaguje Komitet. „Życie Osiedli WSM” wydawane było do maja 1951 r. W sumie ukazało się 159 numerów gazety, która na pięć lat zniknęła ze skrzynek pocztowych na osiedlach WSM. W ostatnim numerze Stanisław Szwalbe w artykule „Przekształcenie «Życia WSM»” wspominał lata świetności gazety. Powodem likwidacji pisma była administracyjna decyzja władz państwowych. Państwo ludowe musiało mieć kontrolę nad wszystkim, co ukazywało się drukiem. Nawet nad gazetami wydawanymi przez spółdzielnię mieszkaniową. W końcu I sekretarz PZPR, współzałożyciel WSM, doskonale wiedział, jakim orężem może być słowo pisane. Władza nie lubiła konkurencji.

Nowe „Życie Osiedli Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej” ukazało się na fali przemian w styczniu 1957 r. Promieniowało entuzjazmem, nadzieją. Wszyscy wierzyli że najgorszy czas jest już za nimi. Teraz mogło być tylko lepiej. Pojawiły się informacje o przydziałach mieszkań w wielu osiedlach, które WSM w pierwszej kolejności odkupiła od Stołecznej Rady Narodowej. Kilka lat później oddawano do zamieszkania osiedla zaprojektowane przez własne biura architektoniczne.

Potrzeby mieszkaniowe były bardzo duże. Doniosłym wydarzeniem były drukowane w gazecie listy przydziałów lokatorów do kolejno oddawanych do zasiedlenia budynków. Nikt nie słyszał o RODO. W latach 60. w każdym numerze były relacje z placów budów, prezentowano plany nowych osiedli. Czasami pojawiały się artykuły krytyczne, w których mieszkańcy dziwili się, dlaczego architekci popełnili błędy przy projektowaniu budynków. Wytykano brakoróbstwo, partactwo ekip budowlanych, krytykowano uprzemysłowione metody budownictwa, czyli znaną nam „wielką płytę”.

Z uwagi na to, iż powierzchnia mieszkań była coraz mniejsza, w gazecie pojawiały się porady, jak funkcjonalnie urządzić małe M, oświetlić je, jakie rośliny powinny się tam znaleźć. Jednym z ogniw kontroli społecznej były „odbiory lokatorskie” nowych budynków. Gazeta relacjonowała ich przebieg.

WSM udało się samodzielnie wydawać „Życie Osiedli WSM” tylko kilka lat. Mimo iż redakcja miała adres Krasińskiego 16, na mocy decyzji administracyjnej wydawcą stał się Związek Spółdzielców Mieszkaniowych i Budowlanych, wkrótce przemianowany na Centralny Związek Spółdzielni Budownictwa Mieszkaniowego oraz WSM. A gazeta na kilka lat stała się dodatkiem do miesięcznika „Domy Spółdzielcze”. Stan ten trwał do wakacji 1977, kiedy to znów zawieszono, na kilka lat, wydawanie gazety.

Udany powrót

W 1986 r. ukazało się wydanie okazjonalne, w którym zapowiedziano kontynuowanie wydawanie „Życia Osiedli WSM”. Ale nie udało się kontynuować tego projektu. Następne próby reaktywowania gazety poczyniono w na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku. W tych wydaniach zmieniono tytuł na przedwojenny – „Życie WSM”.

Kilka lat później, w 1995 r., władze spółdzielni, wykonując zalecenie Walnego Zgromadzenia Delegatów, podjęły się kolejnej próby reaktywowania gazety. Przez kilka lat pismo nosiło tytuł „Nowe Życie WSM”. Dziewięć lat później tytuł zmieniono na „Życie WSM” i mam nadzieję, że tak już zostanie.

Tematy, jakie w tamtym okresie poruszano na łamach gazety, były bardzo istotne dla członków spółdzielni. Był to czas, kiedy spółdzielnia podjęła prace nad uregulowaniem stanów prawnych gruntów, a także przekształceniem własności lokali. Władze spółdzielni starały się na bieżąco informować członków, jaki jest postęp prac. Trwało to kilka lat, ale udało się doprowadzić do szczęśliwego finału. Na łamach gazety ukazywały się relacje z bieżących prac klubów osiedlowych, informacje o zebraniach grup członkowskich na poszczególnych osiedlach. Tematów było i jest zawsze dużo, co w tak dużej spółdzielni nikogo nie dziwi.

90 lat minęło od ukazania się pierwszego numeru „Życia WSM”. Obawy „ojców założycieli” spółdzielni, czy wydawanie gazety ma sens, okazały się płonne. Gazeta przez te wszystkie lata stała się niezastąpionym kanałem komunikacyjnym, między władzami spółdzielni a spółdzielcami. A dla badaczy dziejów spółdzielni są kopalnią wiedzy o życiu w osiedlach WSM. To, o czym nie napisano w corocznych sprawozdaniach WSM, można było przeczytać z naszej gazecie. Piszę naszej, bo sam jestem od kilkunastu lat członkiem spółdzielni.

Życzyłbym władzom spółdzielni wytrwałości w kontynuowaniu wydawania gazety o naszej spółdzielni, a zespołowi redakcyjnemu niezmiennej dociekliwości w dochodzeniu do celu, jaką jest prawda i utrzymania wysokiego poziomu pisma.

Tomasz Pawłowski