Tylko wspólnie obronimy wawrzyszewską „łączkę”

Na początku stycznia mieszkańców Wawrzyszewa zaskoczyły ekipy, które pod nadzorem firmy ochroniarskiej zabrały się do stawiania płotu na terenie, rozciągającym się między budynkami przy ulicach Petöfiego i Wolumen, zwanym powszechnie „łączką”. Od lat teren ten służył mieszkańcom do celów rekreacyjnych, a także stanowił naturalny ciąg komunikacyjny łączący okoliczne uliczki, wyłożone zresztą niedawno nowymi płytami chodnikowymi.

 

Osoby pracujące przy stawianiu płotu nie chciały powiedzieć, czemu ma służyć ta budowla. Jednak szybko udało się ustalić, że właściciele dwóch działek sprzedali je deweloperowi, który zamierza postawić na tym niewielkim terenie od trzech do pięciu (!!!) budynków, i to nawet o szesnastu kondygnacjach.

W obronę terenów zielonych od lat zaangażowany jest lokalny samorząd oraz Rady Osiedli Wawrzyszew i Wawrzyszew Nowy. Do burmistrza dzielnicy Bielany skierowano wiele petycji i próśb w tej sprawie. Stwierdzono w nich, że planowana budowa zniszczy zieleń, wśród której znajduje się pomnik przyrody – zabytkowy jesion, objęty ochroną prawną – oraz przepiękny rozłożysty dąb szypułkowy, będący chlubą i radością mieszkańców. Już przy stawianiu płotu został naruszony 15-metrowy pas ochronny wokół jesionu i częściowo zniszczono jego ogrodzenie.

Niestety ciągle nie istnieje plan zagospodarowania przestrzennego dla Wawrzyszewa. Dawny projekt sprzed kilkunastu lat został przez decydentów w 2011 roku „zamrożony”, czyli odłożony do najgłębszej szuflady. W listopadzie 2017 r. dzielnica Bielany zorganizowała spotkanie, na którym przedstawiono osobę, która została zaangażowana do przygotowania, w jak najszybszym czasie, projektu nowego planu zagospodarowania dla naszego osiedla. Niestety, wnioski po tym spotkaniu nie były budujące. Potrzeba czasu i wspólnego frontu działania wszystkich zainteresowanych sprawą, by taki projekt powstał, i to szybko. A tymczasem nowy właściciel działek, na których miał być park – enklawa zieleni służąca wszystkim – rozpoczął kroki prawne i budowlane, by metodą faktów dokonanych (ogrodzenie „własnego” terenu) zaznaczyć swoje prawa.

Czy będzie możliwa zmiana i korekta w prawie własności – wątpliwe, bowiem w księgach wieczystych działek już w tej chwili jest wpisany deweloper. Możliwe jest jednak, że Urząd Dzielnicy nie wyda warunków zabudowy, a w konsekwencji deweloper nie będzie miał pozwolenia na budowę. Argumentów za taką decyzją jest wiele – taka liczba budynków wraz z podziemnymi garażami może znacząco naruszyć poziom wód gruntowych, a tym samym wpłynąć na zachowanie nurtu potoku, który zasila Stawy Brustmana. 150-200 samochodów wyjeżdżających na wąską ulicę Wolumen pogorszy jakość powietrza i utrudni ruch dojazdowy do całego osiedla.

Istniejące studium zagospodarowanie przestrzennego jednoznacznie określa ten teren jako rekreacyjny teren „zielony”. Zatem są przesłanki, aby w planie zagospodarowania przestrzennego uznać zapisy aktu wyższego i pozostawić na tym obszarze łąkę.

Zarząd WSM, choć nie jest bezpośrednią stroną w tej sprawie, jako reprezentant większości mieszkańców popiera wszelkie działania Wawrzyszewa, dlatego podjął kroki prawne, aby wesprzeć swoich mieszkańców w walce o „łączkę”.

I wydaje się, że są pierwsze efekty tych wspólnych działań. Po pierwsze Sąd Okręgowy w dniu 5 lutego uznał racje WSM i oddalił wniosek właścicieli działek o udzielenie zabezpieczenia poprzez ustanowienie służebności przejścia i przechodu przez działki WSM. Oznacza to, że obecnie sporny teren nie ma dostępu do drogi publicznej, a to jest jeden z warunków otrzymania pozwolenia na budowę.

Po drugie Zarząd Dzielnicy Bielany, postanowieniem z 25 stycznia roku, zawiesił postępowanie administracyjne w sprawie ustalenia warunków zabudowy do dnia 22 września w związku z procedowaniem uchwalania planu zagospodarowania przestrzennego dla tego terenu.

Wydaje się zatem, że wspólne działania dają rezultaty i choć do ostatecznych rozstrzygnięć jeszcze daleka droga, to małymi kroczkami zbliżamy się do celu – czyli pozostawienia tego terenu w takim stanie do jakiego wszyscy mieszkańcy przywykli.

Jolanta Bętkowska

Artykuł ukazał się w numerze 1/2018 „Życia WSM”